Czy wiara może przywrócić sens i godność mojemu życiu?

Czy wiara może nam w tym pomóc, czy jest ona rzeczywiście oddalona od życia i nierealna? Czy wiara może przywrócić sens i godność mojemu życiu?

Nie można powtarzać jakichś truizmów i dawać łatwiutkich dobrych rad, nie można zbywać takich głosów pobożnym stwierdzeniem: „będę się za ciebie modlił”.  Bo od razu przypominają  mi się słowa św. Jakuba:

„Jeśli na przykład brat lub siostra nie mają odzienia lub brak im codziennego chleba, a ktoś z was powie im: Idźcie w pokoju, ogrzejcie się i najedzcie do syta! – a nie dacie im tego, czego koniecznie potrzebują dla ciała – to na co się to przyda?”(Jk 2,15-16)

Nie wystarczą moje – nawet najdłuższe – modlitwy, kiedy ktoś potrzebuje chleba, odzienia, lekarza czy świadomości spokojnego jutra! Nie wystarczą moje najszczersze słowa współczucia, kiedy on potrzebuje świadomości bycia kochanym i szanowanym! Jaki pożytek z mojej pobożnej i słodkiej minki z uładzonym uśmieszkiem przyklejonym do ust, skoro on potrzebuje przywrócenia nadziei i doświadczenia konkretnej miłości.

A z drugiej strony przecież nie stać ani mnie, ani nikogo na bezpośrednie finansowe wspieranie wszystkich potrzebujących, na „drukowanie i rozdawanie pieniędzy”. Na to, nie stać nawet najbogatszych. Co więcej, w wielu przypadkach byłoby to deprawujące, bo ustawiczne dawanie i pomaganie może tylko pogłębiać wewnętrzne przekonanie o nieudolności i nieumiejętności radzenia sobie w życiu. I nie chodzi nawet o to, aby nie dawać bezmyślnie, ale aby dać coś więcej niż pieniądze, czy chwilową, materialną pomoc. Chodzi o to, aby dać ludziom nadzieję, przywrócić im poczucie sensu, przywrócić im wiarę w siebie i w innych, aby uczynić świat bardziej ludzkim i życzliwym. Nie chodzi o to, aby dawać stale jałmużnę, ale o to, aby znikła potrzeba dawania jałmużny. Czasami trzeba tak niewiele pomóc, podać rękę, okazać życzliwe zainteresowanie, dobroć, uprzejmość. A czasami trzeba się umieć podzielić tym co samemu się posiada … Nie, rzucić ochłap jałmużny, ale się podzielić! A nam tka trudno się dzielić, bo dla nas samych nie wystarczy. Czy na pewno nie wystarczy?

Najpierw i przede wszystkim trzeba nam sobie uświadomić, że sam Bóg, Jezus Chrystus żył życiem człowieka ubogiego! I cokolwiek by powiedzieć, cokolwiek by napisać Jego życie nie było życiem w luksusach i w dostatku, a nawet nie było życiem w jakikolwiek sposób ustabilizowanym i materialnie zabezpieczonym. Rodzina z Nazaretu, to ludzie żyjący w ubóstwie, ludzie żyjący –jak większość Polaków- na granicy biedy. Oczywiście nie jest to pochwała biedy, ani apologia ubóstwa, ale czy my czasami nie przesadzamy, czy nie wpadamy niepotrzebnie i bez powodu w czarną rozpacz? Chrystus żyjący skromnie i w ubóstwie chce nam pokazać, że nie bogactwo, nie zamożność i nie materialna stabilność liczą się w życiu. Co więcej w wielu miejscach Ewangelii Chrystus pokazuje, że jest wprost przeciwnie, że bogactwo, dostatek, zamożność są bardzo niebezpieczne, bo prowadzą do pychy, do zarozumiałości.. Wystarczy tylko przeczytać jego przypowieść o bogaczu i żebraku Łazarzu (Łk 16,19-31). Wystarczy posłuchać Jego Kazania na Górze ze słowami: „Błogosławieni jesteście wy, ubodzy, albowiem do was należy królestwo Boże. Natomiast biada wam, bogaczom, bo odebraliście już pociechę waszą.” (Łk 6,20.24) Wystarczy zobaczyć z jakim szacunkiem i miłością odnosił się do ludzi ubogich, aby ze zdziwieniem stwierdzić, ze On sam się do nich zaliczał, że to właśnie do nich przyszedł, że im chce głosić Dobrą Nowinę. A jaka ona jest?

Jego słowa: „Nie bójcie się … Czyż nie sprzedają dwóch wróbli za asa? A przecież żaden z nich bez woli Ojca waszego nie spadnie na ziemię. U was zaś nawet włosy na głowie wszystkie są policzone. Dlatego nie bójcie się: jesteście ważniejsi niż wiele wróbli.” (Mt 10,29-31) mają, muszą mieć (!) dla wierzącego jakieś znaczenie.

To On powtarza z mocą: „Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi, gdzie mól i rdza niszczą i gdzie złodzieje włamują się i kradną. Gromadźcie sobie skarby w niebie, gdzie ani mól, ani rdza nie niszczą i gdzie złodzieje nie włamują się i nie kradną. Bo gdzie jest twój skarb, tam będzie i serce twoje” (Mt 6,19-21). I nie jest to pochwała pasywności i nieróbstwa.

To On naucza: „Nie troszczcie się więc zbytnio i nie mówcie: co będziemy jeść? co będziemy pić? czym będziemy się przyodziewać? Bo o to wszystko poganie zabiegają. Przecież Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie. Starajcie się naprzód o królestwo Boga i o Jego Sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane. Nie troszczcie się więc zbytnio o jutro, bo jutrzejszy dzień sam o siebie troszczyć się będzie. Dosyć ma dzień swojej biedy.” (Mt 6,31-34) I nie jest to apologia bezczynności i lenistwa.

O co więc chodzi w jego nauczaniu? Czy my aby o tym nie zapominamy i nie poddajemy się zbyt łatwo negatywizmowi i zniechęceniu, a patii i przygnębieniu? Czy nasza wiara nic nam nie mówi w sytuacjach trudnych, czy słowa Chrystusa są tylko pobożnym ględzeniem? Człowiek głęboko wierzący wie, że ostatecznie całe jego życie jest w ręku Boga. Robi wszystko, aby to swoje życie uczynić lepszym, ale też ma ufność w Bogu, Który powtarza mu: „jesteś daleko ważniejszy dla mnie niż wszystkie wróble świata!

 

Reklamy

Informacje o komory

Absolutely not important
Ten wpis został opublikowany w kategorii Refleksje i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s