Rok Miłosierdzia – II Miłosierdzie i cierpliwość

W rozpoczętym niedawno Jubileuszowym Roku Miłosierdzia chcemy zobaczyć różne aspekty Sakramentu Pojednania, tego sakramentu Bożej miłości i przebaczenia, ale także Bożej cierpliwości.

W niedawno wydanej książce naszego parafianina Ks. Krzysztofa Porosło przeczytałem bardzo frapujący fragment:

Tym, co tak naprawdę próbuje zrobić z nami szatan, jest odebranie nam ufności w Boga, wmówienie, że Bóg nie potrafi nas wyzwolić.

Nie grzech, nawet nie powrót do grzechu, nie tysięczny upadek jest naszym największym problemem. Problemem jest utrata zaufania do Boga, utrata wiary w Jego miłosierdzie, zaprzestanie przychodzenia do Niego i poddawania swojego życia Jego miłosierdziu.

Izraelici w drodze przez pustynię co chwilę upadali, co chwilę grzeszyli, odwracając się od Boga, ale szli za Nim tak długo, aż zobaczyli Ziemię Obiecaną.

Właśnie w tym rzecz: żeby cały czas iść za Bogiem, nawet jeśli ta droga jest pełna upadków. Ważne, że na jej końcu czeka Ziemia Obiecana.

[fragment książki – „MIŁOSIERNI JAK OJCIEC. Pozwól się przemienić Bożemu Miłosierdziu”, ks. Krzysztof Porosło]

Borykamy się bardzo często z problemem grzechów powracających, powtarzających się upadków, nałogów i nawyków, co wywołuje w nas frustracje i zniechęcenie. Zadajemy sobie wtedy pytanie: „A po co chodzić do spowiedzi, jeśli to i tak nic nie daje, stale wracam do tych samych grzechów, do tych samych przyzwyczajeń, do tych samych nałogów? To nie ma sensu”

Ale też bardzo często zarzucamy Panu Bogu, że jest zbyt pobłażliwy – szczególnie dla grzechów innych. Nie mamy cierpliwości dla swoich własnych grzechów, a jeszcze mniej dla grzechów cudzych. Gorszymy się, oburzamy, płoniemy „fałszywą gorliwością”, „świętym gniewem”, zniechęcamy się i w ogóle odrzucamy możliwość Bożego Miłosierdzia lub -w skrajnych przypadkach- nawet możliwość istnienia Pana Boga.

To jest nasze polskie powiedzenie: „Panie Boże, Ty to widzisz i nie grzmisz?!”

A przecież Boże Miłosierdzie wyraża się właśnie także, a może nawet przede wszystkim w cierpliwości i wyrozumiałości Boga, który „nie chce śmierci grzesznika, ale aby się nawrócił i miał życie.” (Ezechiel 33:11)

Jest takie budujące opowiadanie o człowieku, któremu pewnego ranka ukazał się Pan Bóg i zapytał: „czy chcesz robić coś dla mnie codziennie przez 30 lat?”

Człowiek ten -jako że był bardzo pobożny i kochał Boga- bez wahania odpowiedział: „Dobrze Panie, zgadzam się. A co to ma być?”

Pan Bóg mu odpowiedział: „przed drzwiami twojego domu jest duża kilkutonowa skała, czy chciałbyś ją codziennie, przez 8 godzin dziennie pchać? Będziesz ode mnie trzy razy dziennie otrzymywał jedzenie, będzie ci się dobrze powodziło, nie będziesz miał żadnych problemów z utrzymaniem rodziny, z domem i pracą. Jedyne co będziesz robił przez trzydzieści lat codziennie to będziesz musiał pchać tę skałę.”

Człowiek ten ze zdziwieniem popatrzył na Pana Boga, ale jako, że był rzeczywiście bardzo pobożny przystał na propozycję Pana Boga. I od rana dnia następnego przystąpił do pracy.

Nie wiedział po co, ani dlaczego, ale skoro się zobowiązał wykonywał tę pracę dla Pana Boga cierpliwie codziennie. Wstawał rano, modlił się, mył, jadł śniadanie i szedł do pracy, ze wszystkich sił pchając kilkutomowy kamień przed drzwiami swojego domu. W południe jadł obiad ofiarowany mu -zgodnie z obietnicą- przez Pana Boga, na chwilę odpoczywał i dalej pchał kamień. Wieczorem kończył pracę, jadł kolację, którą Pan Bóg mu co wieczór dostarczał, mył się szedł spać i następnego ranka zaczynał od początku.

I tak mijały tygodnie, miesiące i lata ….

Często zastanawiał się, po co wykonuje tę absolutnie bezsensowną pracę. Kamień nie posunął się nawet na milimetr, jak stał na początku przed drzwiami jego domu tak po wielu latach nadal był w tym samym miejscu. Zima i lato, deszcz i upał nie zniechęcały go do pracy i codziennie przez wiele lat wychodził rano do pracy i z przerwą na obiad pchał wielotonową skałę.

Po prawie 30 latach, kiedy się już zestarzał, wątpliwości, które go nachodziły były coraz mocniejsze i w końcu, któregoś dnia w czasie przerwy obiadowej, kiedy ukazał się Pan Bóg z obiecanym obiadem człowiek ten nie wytrzymał i zdenerwowany, zniechęcony, sfrustrowany postanowił zadać Panu Bogu kilka pytań.

„Panie, od prawie 30-tu lat wykonuję tę bezsensowną pracę, po kilka godzin dziennie  pcham tę idiotyczną skałę, a ona nie posunęła się nawet o milimetr! To przecież nie ma sensu!” rzekł ze zdenerwowaniem.

Na co Pan Bóg z uśmiechem odparł: „ widzisz, ja nie kazałem ci przesunąć tej skały, ale ją pchać. Gdybym chciał ją przesunąć to zrobiłbym to sam i bez wysiłku.” I żeby to udowodnić Pan Bóg -jedynie swoją myślą i aktem woli- uniósł wielotonową skałę i przemieścił ją o kilka metrów.

Na to zdumiony mężczyzna odrzekł z pretensją w głosie: „no to po co ja przez prawie 30-ci lat męczyłem się nad tym, co Ty w ciągu sekundy zrobiłeś bez wysiłku ?!?!? Moja praca była absolutnie bezsensowna i bezużyteczna !!!”

Na co Pan Bóg odparł: „ zobacz na siebie samego, 30-ci lat temu byłeś człowiekiem słabym, cherlakiem, męczącym się przy byle wysiłku, a zobacz jak wyglądasz teraz, twoje ramiona stały się muskularne, twoje dłonie są silne, twoje nogi masywne i mocne, nie męczysz się już tak szybko, stałeś się silny i odporny na deszcz i śnieg, na upał i niepogodę. Przez 30-ci lat nabyłeś wytrwałości, cierpliwości, uporu. Jesteś zupełnie innym człowiekiem.”

Zdumiony człowiek zajrzał w lustro i rzeczywiście zobaczył w nim człowieka muskularnego, silnego, zaprawionego w walce z oporną skałą. Skała wprawdzie nie poruszyła się nawet na milimetr, ale on zmienił się zupełnie. Był innym człowiekiem i zewnętrznie i wewnętrznie.

Tak i my … latami pchamy tę oporną skałę naszych grzechów i wydaje nam się, że nic się nie zmienia. Wydaje się, że skała nie ruszyła się nawet o milimetr … a przecież …..

Cierpliwość Boga (na podstawie książki O. Piotra Rostworowskiego, „Miejsce łaski”, Wydawnictwo Benedyktynów, TYNIEC)

Pismo Święte nieraz mówi o cierpliwości Boga, który czeka na nasze nawrócenie i naszą pokutę, który puka do naszych drzwi i czeka aż Mu otworzymy, który nie pozwala sługom swoim wyrywać kąkolu przed czasem żniwa, aby nie podeptali pszenicy i karci uczniów wzywających ogień z nieba na miasto, które nie chciało przyjąć Mistrza.

Ta cierpliwość Boża jest tajemnicą, która ludzi niepokoi i nawet czasem gorszy. Nie myśląc o tym, że tej cierpliwości i „długomyślności” Boga zawdzięczają to, że jeszcze nie zginęli, gorszą się, gdy widzą tę cierpliwość w stosunku do innych.

Często się słyszy: gdyby był Bóg, niezawodnie widziałby to wszystko, co się dzieje na świecie, ile jest niesprawiedliwości i nieprawości wszelkiego rodzaju, ile krzywdy i niewinnego cierpienia, ile panoszenia się pychy i brutalności, wyzysku i wszelkiego rodzaju zbrodni. Jest i wojujące bezbożnictwo, które bezpośrednio zwalcza i ośmiesza Boga i wiarę w Niego, a wszystko to jakoś dzieje się i trwa bezkarnie. Daremno czekamy na objawienie się karzącej ręki Bożej, biorącej w obronę uciśnionych przed uciskającymi. Ponieważ jest rzeczą niemożliwą, by Bóg był aż tak cierpliwy, więc jedyny wniosek: Bóg w ogóle nie istnieje.

Ten, który jest Panem wszystkiego, który ma wszystko w ręku, nie spieszy się z interwencją karzącą, pozwala wszystkiemu róść aż do czasu żniwa. Najdziwniejsze w tym wszystkim to, że przecież grzech jest Jego osobistą obrazą, a On jednak woli dopuścić obrazę swego nieskończonego Majestatu aniżeli zgubić człowieka, którego umiłował…

Cierpliwość Boga niestrudzenie mi przebacza i czeka na moją poprawę, znosi moją tępotę beznadziejną i powolność mego duchowego rozwoju.

Widać to na kartach Pisma Świętego od początku, od stworzenia świata, poprzez upadek i grzech pierwszych rodziców, poprzez 40-to letnią wędrówkę Izraelitów przez pustynię do Ziemi Obiecanej i przez całą historię Izraela, aż do Męki i Śmierci Syna Bożego na krzyżu.

W tej biblijnej perspektywie łatwiej zrozumiemy bezowocność tylu naszych wysiłków, niepowodzeń, upadków, i nie będziemy się tym zniechęcać, że wciąż trzeba zaczynać od początku.

Nastawieni na szybkie sukcesy i bez tych szybkich sukcesów się zniechęcający, zniechęcimy się szybko i zwątpimy w Miłosierdzie Boże, bo Bóg nie czeka na nasze sukcesy, ale na nasze nawrócenie i zbawienie.

Jest w całej naturze jakaś cierpliwość. Nawet drzewo zasadzone nad strumieniami wód nie przynosi owocu od zaraz, ale w swoim czasie wydaje owoc obfity (Ps 1,3), nawet ziarno, które upadło na doskonałą ziemię, nie wykiełkuje od razu i nie stanie się od razu żniwem, ale „w cierpliwości”. O tą cierpliwość woła do nas każdy człowiek słowami niewypłacalnego dłużnika: „Miej cierpliwość nade mną, a oddam ci wszystko” (por. Mt 18,23–35), miej litość, nie żądaj od razu…

Niecierpliwość, pragnienie szybkich efektów jest bardzo niebezpieczne. Ta niecierpliwość prowadzi do wielu fałszywych kroków, do chwytów powierzchownych i teatralnych bardzo mało skutecznych, które denerwują i drażnią, zniechęcają i doprowadzają do depresji.

Tytuł książki, którą cytowałem na początku brzmi: „Pozwól się przemienić Bożemu Miłosierdziu”. Tak, rzeczywiście: POZWÓLMY SIĘ PRZEMIENIĆ BOŻEMU MIŁOSIERDZIU.

Nie znaczy to, ze mamy być naiwni, bezkrytyczni, łatwowierni i pobłażliwi. Nie znaczy, że mamy nic nie robić i biernie poddać się złu. Mamy być cierpliwi, bo cierpliwość to inne imię Miłosierdzia

Advertisements

Informacje o komory

Absolutely not important
Ten wpis został opublikowany w kategorii Miłosierdzie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s